NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY – CHEIKH MBODJ

NIEKONIECZNIE CZARNE CHARAKTERY – CHEIKH MBODJ

Przybył do polskiej ligi, żeby rozwinąć skrzydła i stać się pierwszoplanowym graczem. Uczynił to brawurowo, zyskując nawet miano najlepszego środkowego w TBL. Od początku przystąpił do ciężkiej pracy, nie marudził, nie zwalniał tempa, zamiast tego – ostro trenował pod okiem Donaldasa Kairysa. W tym czasie został po raz drugi ojcem i opiekował się swoją rodziną. O tym, kto – według niego – zasługuje na tytuł MVP, co myśli o Polakach, co go śmieszy, a co irytuje, opowiedział w rozmowie z Agatą Marzec – rzeczniczką prasową ENERGI CZARNYCH Słupsk.Masz senegalskie korzenie, ale większość życia spędziłeś w Stanach Zjednoczonych. Teraz odkrywasz Polskę. Bardzo jesteś zaskoczony życiem w tym kraju?

Nie, i nie byłem zaskoczony Polską w chwili, gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy. To naprawdę porządne i dobre miejsce do życia oraz realizowania swoich zawodowych ambicji. Co ciekawe, miałem wielu polskich znajomych w czasach studenckich, opowiadali mi oni o życiu tutaj, o Waszych zwyczajach. To byli bardzo ambitni i pracowici ludzie. Od Polaków oczekiwałem trzech postaw: szacunku, gościnności i przyjaznego nastawienia. Doświadczyłem wszystkich trzech. Moja żona czuje się w Polsce świetnie, a i dzieci wydają się uwielbiać swój nowy dom.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

fot. Artur Podlewski podlewskiartur.wix.com/home

Jesteś absolwentem renomowanego college’u w Cincinnati. Co jest wyjątkowego w tej uczelni, która wypuściła w świat wielu znanych koszykarzy i lekkoatletów?

Tak, jako absolwent muszę potwierdzić, że jest to wyjątkowe i profesjonalne miejsce przygotowania sportowego dla młodych miłośników sportu. Daje świetne przygotowanie ogólnorozwojowe i atletyczne. Wspiera dzieci i ich rodziców w skutecznym połączeniu nauki z uprawianiem sportu, a to podstawa. Doskonale przygotowana kadra trenerska wspiera zawodników indywidualnie, każdemu z nich pomaga do skutku wyeliminować słabości, wykazując przy tym dużo cierpliwości. Jesteśmy związani z uczelnią nawet po opuszczeniu jej murów: wracamy na zjazdy, organizujemy pokazy dla młodszych pokoleń itp. Sam czuję się dumny z ukończenia tej uczelni, która stwarza niesamowicie profesjonalne warunki do koszykarskiego rozwoju.

Jesteś “piątką”, zwaną potocznie “wielkoludem”. Czy gracz na Twojej pozycji musi być nieokiełzanym łobuzem i reprezentować nieco ostrzejszy charakter? Można być grzecznym i potulnym centrem?

Hahaha, świetne pytanie! Zwłaszcza, że wiem, co się za nim kryje – sugerujesz pewnie, że nie słyszałaś mnie nigdy przeklinającego pod nosem lub prowokującego w ciężkich słowach przeciwnika. Ten grzeczny i potulny to niby ja? Otóż uważam, że „a big guy” wcale nie musi mieć strasznej twarzy i instynktu killera w oczach, żeby siać postrach wśród rywali. Co zawodnikowi po tym, jeśli nie jest twardy w walce, nie ma solidnego przeszkolenia technicznego i biega rozjuszony po parkiecie, nie mogąc trafić do kosza. Ja mam inny pomysł na siebie pod koszem – czaję się jako „cichy zabójca”!:) Nie muszę przyjmować żadnej twarzy, wolę być po prostu sobą. Ten autentyzm jest na razie skuteczny, więc będę się go trzymał. Bycie zawodnikiem podkoszowym to poważne zadanie, czasami mocno obrywa się, czasami brakuje sił, pojawia się potworny ból w mięśniach, a musisz być cały czas aktywny w defensywie i grze ofensywnej. Jeśli nie masz do tego wystarczająco dużo serca, przegrywasz z samym sobą. Strefa podkoszowa to arena specyficznej walki byków. Wyobraź sobie, że ty i Twoja rodzina przez kilka dni nie macie jedzenia, cierpicie okrutny głód, aż udaje się wam zorganizować porządny posiłek. I wtedy pojawia się ktoś, kto chce go wyrwać sprzed ust. Patrzy ci w oczy, wymachuje ci kawałkiem jedzenia przed oczami i próbuje go zjeść. Zrobisz wszystko, żeby do tego nie dopuścić! Tak właśnie jest pod koszem – stoczysz walkę instynktem, siłą woli! Na szczęście ten sam instynkt posiada zespół, więc wspiera cię w tej wojnie i stwarza potrzebne do wygrania warunki. Trenujemy bardzo ciężko, więc naturalnie zrobimy wszystko, żeby piłka była nasza i wynagrodziła nam ten włożony trud.

Zrobiłam się głodna po zasłyszeniu tej apetycznej metafory, ale  właśnie temat odżywiania się sportowców intryguje mnie od dawna. Nie jest tajemnicą, że „big guy” je nieco więcej niż przeciętny śmiertelnik czy na przykład Mantas Cesnauskis. Co w Twoim przypadku oznacza optymalne żywienie, czyli ile paliwa potrzebujesz, żeby funkcjonować na najwyższych koszykarskich obrotach?

Hahahahaha, no tak, Mantas mógłby nie wytrzymać ze mną w tej konkurencji. Zasada jest prosta – „big guy” je naprawdę wielkie ilości. Mój żołądek lubi być pełny. Aktualnie bardzo mocno zastanawiam się nad tym, czym go wypełniam. Stałem się fanatykiem zdrowej żywności. Preferuję zielone warzywa, warzywne sałatki, potrawy z kurczaka podawane z ryżem. Za przekąski służą mi owoce. Niedoścignionym wzorem smaku jest kuchnia mojej mamy, która zasługuje na tytuł mistrzyni senegalskich przysmaków. Jej popisowe danie to kurczak w sosie cebulowym z porcją kaszy kuskus.

Skoro mama stanowi dla Ciebie kulinarny autorytet, to muszę zapytać Cię o to, jakim Ty jesteś ojcem dla dwójki swoim małych pociech. Nie męczy Cię godzenie koszykarskiej pasji z tacierzyństwem?

Absolutnie nie! Cudownie jest być ojcem. Zwłaszcza gdy ma się takie słodkie dzieci jak ja. Pierwszy syn ma w tej chwili dwa lata, drugi zaledwie miesiąc, urodził się tutaj, więc Słupsk zawsze będzie dla mnie symbolicznym miejscem w świecie. Wiem, że kibice mogą się obawiać tego, że zawodnik z małym dzieckiem w tle nie będzie dostatecznie wyspany czy zregenerowany, a przez to – skuteczny. Zapewniam jednak, że nie ma się o co martwić. To naprawdę przerysowany strach. Starszy syn jest wprawdzie wyjątkowo aktywnym i ruchliwym dzieckiem, ale słucha się rodziców, więc potrafi się zdyscyplinować. Mniejszy jest taki… cichy, płacze tylko wtedy, gdy zaczyna odczuwać głód. Mam jednak w domu kogoś, kto bezapelacyjnie zasługuje na tytuł MVP wśród kobiet – to moja żona. Perfekcyjnie radzi sobie ze wszystkim. Nawet gdy jestem na wyjeździe I wszystko jest na jej głowie. Mam do niej pełne zaufanie.

Każdy rodzic marzy o jak najlepszej przyszłości dla swoich pociech. Gdybyś był prezydentem, co zmieniłbyś w świecie, by uczynić go idealnym miejscem dla dzieci?

Szczerze mówiąc, polityka nie interesuje mnie, ale mam swoje globalne przemyślenia. Nienawidzę przemocy, która zatacza coraz szersze kręgi. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tysiące niewinnych ofiar politycznych przepychanek giną każdego dnia, zamiast cieszyć się życiem. Najczęściej nie mają one nic wspólnego ze swoimi oprawcami. Są wśród nich małe dzieci, nie mają pojęcia, co się wokół nich odbywa. Są w szoku, gdy widzą agresję dorosłych. Obserwuję relacje z wojen toczonych na Wschodzie – połowę ofiar stanowią tam dzieci i kobiety! To przerażające! Modlę się o to, żeby świat stał się przestrzenią wypełnioną pokojem i bezpieczeństwem.

 Co znaczy dla Ciebie formuła – „być szczęśliwym człowiekiem”?

Dla mnie bycie szczęśliwym człowiekiem jest równoznaczne z odczuwaniem wolności, na wszystkich płaszczyznach życia. Jeśli nic cię nie ogranicza, możesz dokonać wszystkiego, co chcesz. Szczęście tworzysz sobie wtedy sam. Musisz się identyfikować z tym, co robisz.

Dlaczego wybrałeś ofertę ENERGI CZARNYCH Słupsk? Spełnia ona Twoje oczekiwania?

Wybrałem ten zespół, bo stoi za nim bogata historia, tradycja wygrywania i zdobywania medali. Dodatkowo, ktoś powiedział mi, że Słupsk ma potężną bazę kibiców zakochanych w koszykówce. Nie ma nic lepszego niż gra dla takich ludzi! Nie przeliczyłem się, rzeczywiście jesteście wspaniałą publicznością – aktywną, wspierającą nas, oddaną. Dzięki Wam wiem, że wybrałem prawidłowy kierunek.

 Jakim człowiekiem jest „Szejk”, gdy schodzi z parkietu i gasną światła w hali?

Bardzo bardzo rodzinnym. Cały czas wolny spędzam z żoną i dzieciakami, które zabieramy na spacery. Oglądamy razem bajki Disney’a lub rywalizujemy w grach komputerowych. Odprężam się, przygotowując senegalskie potrawy.

Odnoszę wrażenie, że jesteś bardzo poważnym człowiekiem… Rzadko widuję Cię śmiejącego się. Jakie sytuacje wywołują Twój uśmiech?

Hahahaha, naprawdę tak myślisz? Ale ja śmieję się prawie cały czas, tyle że poza parkietem. W meczu jestem po prostu skupiony. Uwielbiam oglądać komedie i komiczne programy. Dużo śmiechu jest w naszej szatni, zwłaszcza wtedy, gdy razem z FLO próbujemy wymówić nazwy polskich miast, które odwiedzamy, to niewykonalne! Ze śmiechu padam też wtedy, gdy nasz dzielny czarni_slupsk próbuje rozmawiać po polsku z Mantasem. Nie rozumiem ich dobrze, ale czuję, że obaj mogą niekoniecznie rozumieć język polski. Wszyscy jesteśmy troszkę zwariowani i lubimy luźną atmosferę.

 Na koniec proszę Cię o szybkie dokończenie następujących zdań:

- Hala „Gryfia” jest NIESAMOWITA!

- Nienawidzę NIE TRAFIAĆ RZUTÓW WOLNYCH.

- Marzę o ZROZUMIENIU JĘZYKA POLSKIEGO.

- Moja piosenka przewodnia to „SANCTUARY” (FRENCH MONTANA).

- Najdziwniejszy sen, jaki miałem TO WTEDY, GDY ŚNIŁO MI SIĘ, ŻE JESTEM AKTOREM W FILMIE KARATE.

- Lubię siebie za to, ŻE JESTEM, JAKI JESTEM.

- Ludzie nie wiedzą o mnie, że JESTEM MUZUŁMANINEM.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."