RELACJA: Nieszczęśliwy koniec roku

RELACJA: Nieszczęśliwy koniec roku

Ostatni w 2015 roku mecz Energi Czarnych zakończył się niespodzianką, bowiem słupszczanie po raz pierwszy przegrali we własnej hali w tym sezonie. MKS wygrał 72:65, ponieważ był bardzo zdeterminowany, by to zwycięstwo odnieść. Donaldas Kairys w trzeciej kwarcie otrzymał drugi faul techniczny i w drugiej połowie nasz zespół prowadził Mirosław Lisztwan.

Już po dwóch minutach gry Cheikh Mbodj prowadził z MKS 7:2, a dobra defensywa Energi Czarnych nie pozwalała MKS na przeprowadzanie zespołowych akcji.  Po chwili jednak akcją 2+1 i trójką popisał się Broadus, z dystansu nie pomylił się też Piechowicz i było 7:11. W naszej grze brakowało koncentracji i wiele akcji kończyło się prostymi i irytującymi stratami - 7 w pierwszej kwarcie! Wystarczy wspomnieć o stracie pod własnym koszem i faulu na 2+1 Szymańskiego. Gdy skrzydłowy gości pod koniec kwarty trafił z daleka było już 11:18, ale trójką w ostatniej akcji odgryzł się Grzegorz Surmacz.

Nasza gra nie kleiła się zupełnie. W ataku większość posiadań kończyliśmy rzutami z dystansu, które nie dochodziły celu, a w obronie coraz częściej zdarzały nam się błędy. Nasza niemoc w ataku była zatrważająca - przez niemal pięć minut nie potrafiliśmy zdobyć punktu i dopiero sytuacyjnym rzutem impas przerwał Campbell. Przewaga dąbrowian sięgała jednak już dziesięciu punktów i to oni narzucali warunki w tym spotkaniu. W końcówce pogubiliśmy się zupełnie - najpierw zupełnie niepotrzebny faul popełnił Seweryn, a po chwili przy próbie bloku trzecie przewinienie zanotował Cheikh Mbodj. Z takim werdyktem nie mógł się pogodzić trener Kairys, za co został ukarany faulem technicznym i na przerwę schodziliśmy przegrywając 25:36.

Druga połowa nie zaczęła się dobrze - trójkę trafił Szymański, a Mbodj popełnił swój czwarty faul. Energa Czarni zaczęli jednak walczyć na całego, rzucać się po każdą piłkę i bronić tak, by zachwycić Gryfię.  Kontrę wykończył Mokros, uaktywnił się też czarni_slupsk Blassingame, który zdobył 5 pkt. z rzędu i asystował przy akcji 2+1 Kacpra Borowskiego - było już tylko 35:39. Wtedy… drugim faulem technicznym ukarany został Donaldas Kairys i musiał opuścić ławkę rezerwowych, a prowadzenie drużyny przejął Mirosław Lisztwan. Po długiej serii rzutów wolnych dla MKS do gry przywrócił nas dwiema trójkami z rzędu Blassingame, po jego kolejnej asyście z daleka trafił Campbell i przed ostatnią kwartą było tylko 49:46 dla gości.

Gdy na początku czwartej kwarty mogliśmy przełamać wynik, nie sprzyjało nam szczęście. MKS znów odskoczył po trójce Broadusa, a dwa szybkie faule i w sumie czwarty na swoim koncie zapisał Blassingame. Trójkę trafił jednak Cesnauskis, kontrę wykończył Campbell i było tylko 54:55. Wtedy niestety swój piąty faul popełnił Mbodj, a goście grając długo pod koszem parą Dower-Williams byli niemal nie do powstrzymania w polu trzech sekund. Ale na 4 min. przed końcem znów z daleka trafił Cesnauskis i wyszliśmy na pierwsze od dawna prowadzenie 57:56.

Ostatnie minuty należały jednak do lidera MKS, Brodausa. Amerykanin trafiał z półdystansu, spod kosza mimo fauli i ponownie rywale mieli przewagę. W bardzo ważnej akcji na 120 sekund przed końcem piłkę stracił Campbell, a Szymański wykończył prosty layup i przyjezdni wygrywali 65:60. Odpowiedzieć potrafiliśmy już niestety tylko niecelnymi rzutami z daleka Blassingame’a i tym samym MKS sprawił niespodziankę, pokonując w Słupsku Energę Czarnych 72:65.

Energa Czarni - MKS 65:72 (14:18, 11:18, 21:13, 17:23)

Energa Czarni: Blassingame 12 (5 zb., 8 as.), Mbodj 11, Surmacz 10 (6 zb.), Cesnauskis 9, Campbell 8 (8 zb.), Seweryn 6, Borowski 6, Mokros 3.

MKS: Broadus 20, Pamuła 15, Williams 13, Szymański 12, Piechowicz 5, Dower 5, Zmarlak 2, Zieliński, Wieczorek.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."