RELACJA: Pierwszy mecz dla Rosy

RELACJA: Pierwszy mecz dla Rosy

Niestety nie udało nam się wygrać pierwszego spotkania o brąz z Rosą Radom. Nasi rywale od pierwszych minut imponowali intensywnością gry i energią, ale mecz był bardzo wyrównany. Dopiero w końcówce niuanse zadecydowały o tym, że to goście są krok bliżej od medalu, wygrywając 82:73.

Zaczęło się źle dla naszych koszykarzy, którzy nie byli w stanie powstrzymać Johna Turka i Mike’a Taylora, przez co Rosa prowadziła 19:9. Jednak już na początku drugiej kwarty potrafiliśmy odrobić straty serią 11:2, którą trójką rozpoczął Mantas Cesnauskis. Po dwóch celnych rzutach z dystansu Michała Nowakowskiego było 35:31 i - tu ciekawostka - przy drugim z tych rzutów po raz pierwszy sędzia skorzystał z powtórki wideo. Marek Ćmikiewicz postanowił sprawdzić, czy nasz zawodnik nie nadepnął na linię.

- Ogromnie cieszymy się z tego zwycięstwa. Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i wytrzymaliśmy wojnę nerwów w końcówce. Enerdze Czarnym też należą się gratulacje, walczyli i chcieli wygrać, ale to my byliśmy dzisiaj lepsi. Jest jednak tylko 1:0, w zeszłym sezonie też wygraliśmy pierwszy mecz z Treflem, ale seria nam uciekła i zajęliśmy ostatecznie czwarte miejsce. Nie możemy sobie więc pozwolić na to, by świętować, przed nami jeszcze przynajmniej jeden mecz, który musimy wygrać - mówił po meczu trener Rosy Wojciech Kamiński.

Wynik w okolicy remisu utrzymywał się przez większość meczu. Dopiero w czwartej kwarcie, w której faktycznie doszło do wojny nerwów, radomianie uzyskali przewagę, trafiając bardzo ważne rzuty z daleka i wciąż korzystając z wysokiej formy Turka. Na 2 min. przed końcem skrzydła podciął nam trójką Majewski, a niecałą minutę później właśnie od starcia Blassingame’a z tym zawodnikiem rozpoczęła się przepychanka graczy obu drużyn. W konsekwencji faulami niesportowymi ukarani zostali czarni_slupsk i Mike Taylor. Było już za późno, by odrobić straty i pewna siebie Rosa mogła cieszyć się ze zwycięstwa.

- To bardzo dobra drużyna, przez cały sezon gra bardzo agresywną koszykówkę i to żadna niespodzianka, że wygrali. W pierwszej połowie przegrywaliśmy walkę o zbiórki, ale Rosa nie rzucała dobrze i dlatego my minimalnie prowadziliśmy. Po przerwie chcieliśmy poprawić kilka elementów i zagrać agresywniej, co w dużej części się udało. Niestety rywale zaczęli trafiać trójki, w pewnym momencie mieli ich serię 6/9, a co najistotniejsze, trafiali dokładnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowali punktów - wyjaśniał przyczyny przegranej trener Kairys.

Nie do zatrzymania w środę był środkowy Rosy John Turek, który zdobył aż 25 pkt. przy świetnej skuteczności 11/15 z gry. Z naszej strony 18 pkt. odpłacił mu się Callistus Eziukwu, a wszechstronnie zagrał Kyle Shiloh (13 pkt., 5 zb., 5 as.). Po raz pierwszy od czasu ćwierćfinału ze Śląskiem na parkiecie pojawił się Karol Gruszecki, który trafił trójkę zaraz po wejściu na parkiet, ale później miał sporo problemów ze skutecznością.

- To koszykówka, nie zawsze jest się zwycięzcą, piłka czasem nie chce wpadać do kosza. To był bardzo wyrównany mecz, wciąż jesteśmy silni. Nie zgodzę się, jeśli ktoś powie, że nie chcieliśmy wygrać czy Rosa bardziej chciała, to jakaś bzdura! - grzmiał czarni_slupsk Blassingame. - Jesteśmy w pierwszej czwórce, tu każdy może wygrać z każdym i wszystko może się zdarzyć - dodał.

- To tylko jeden mecz. Musimy zachować swoją mądrość i pozostać skoncentrowanymi, walka o medal wciąż się toczy - zakończył trener Kairys.

Energa Czarni - Rosa Radom 73:82 (14:21, 23:14, 21:25, 15:22)

Energa Czarni: Eziukwu 18, Blassingame 16, Shiloh 13, Nowakowski 6, Cesnauskis 5, Mokros 4, Pasalić 4, Borowski 4, Gruszecki 3.

Rosa: Turek 25, Gibson 16, Taylor 15, Sokołowski 9, Majewski 7, Witka 4, Szymkiewicz 2, Adams 2, Mirković 2, Zalewski 0, Jeszke 0.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."