2018-01-15 19:00
Legia Warszawa

75

Warszawa

77

Energa Czarni
Słupsk
  • 3:28 1kw
  • 31:17 2kw
  • 20:12 3kw
  • 21:20 4kw

Patrząc na bilans obu zespołów przed poniedziałkowym meczem faworyt mógł być tylko jeden – Czarni Słupsk. Jednak, gdy weźmiemy pod uwagę ostatnie pozasportowe problemy Czarnych Panter i roszady w składzie obu drużyn, mimo szesnastu ligowych porażek z rzędu Legii, to właśnie podopieczni Tane Spaseva byli przez bukmacherów stawiani, jako faworyt tego starcia. Cokolwiek by się nie działo – Czarni nie odpuszczają i po raz kolejny udowodnili to w stolicy.

Pierwsze minuty nie zapowiadały wyrównanej walki w tym bardzo ważnym dla układu tabeli pojedynku. Podopieczni Marka Łukomskiego zaczęli ten mecz ospale, nieskutecznie, nerwowo – stąd szybkie prowadzenie Legionistów i seria punktowa, którą przerwał dopiero w czwartej minucie Mantas Cesnauskis. Jedno dwupunktowe trafienie to wszystko, na co było stać Czarnych w pierwszych minutach spotkania. Na niespełna minutę przed końcem pierwszej części spotkania faulowany Drew Brandon wykorzystał jeden rzut osobisty, co jednak nie zmieniło fatalnego wrażenia – po pierwszej kwarcie gospodarze wygrywali aż 28:3. Nie ma jednak takiego położenia, z którego Czarni nie podniosą się, czy chociażby nie nawiążą walki.

Druga kwarta to koncert podopiecznych trenera Łukomskiego. Najpierw z dystansu celnie przymierzył Daniel Wall – następnie Brandon, Powideł, Seweryn, Blaus i Bonarek. Dobra obrona, zespołowe akcje i walka o każdy centymetr parkietu. Świetne akcje kontynuowali Wall i Brandon, którego punkty ustaliły wynik po pierwszej połowie na 45:34.

W trzeciej kwarcie obraz gry nie zmienił się. Wciąż agresywni w obronie Czarni bardzo ograniczyli poczynania Legionistów. Na boisku wciąż brylowali Wall i Brandon, a bezcenne punkty dorzucali także Cesnauskis, Bonarek i Seweryn. Na cztery i pół minuty przed końcem kwarty, po czterech punktach z rzędu Daniela Walla, po raz pierwszy od premierowego trafienia w tym meczu na tablicy widniał rezultat remisowy – 49:49. Walka do końca kwarty toczyła się punkt za punkt – w ostatniej akcji kwarty za trzy trafił najlepszy strzelec ligi – Anthony Beane i na ostatnią kwartę to gospodarze wychodzili z trzypunktową zaliczką.

W ostatniej części spotkania obraz gry bardzo się wyrównał. Kwartę celną „trójką” otworzył kapitan Czarnych Panter – Łukasz Seweryn, ale natychmiast trafieniem odpowiedział mu Beane. Legioniści znów wyszli na sześciopunktowe prowadzenie, jednak po trójce Sewera i akcji 2+1 Laurisa Blausa na tablicy znów widniał remis. Na trafienia Wilczka i Beane’a znów odpowiedzieli goście – niezawodni Wall i Brandon, a czterdzieści siedem sekund przed końcową syreną gości na pierwsze prowadzenie w tym meczu wyprowadził trafieniem z dystansu Łukasz Seweryn. Nie odpowiedzieliśmy jednak na kolejną serię niesamowitego Anthonego Beane’a – swoje rzuty spudłowali Drew Brandon i Daniel Wall i niestety to gospodarze ostatecznie wywalczyli dwa punkty odnosząc historyczne zwycięstwo.

Bez wątpienia cała drużyna za stoczoną walkę zasługuje na brawa. Najbardziej wyróżnili się jednak Drew Brandon (19 pkt, 9z b i 5 as), Daniel Wall (15 pkt, 5 zb) i Łukasz Seweryn (15 pkt, 4 zb). Po stronie gospodarzy uwagę należy zwrócić na niesamowitego w tym meczu Anthonego Beane’a, który zanotował 29 pkt 8 zb i 4 as.

Mimo niesamowitej walki niestety ze stolicy wracamy pokonani. Ten mecz jednak po raz kolejny pokazał, że Czarni nigdy nie są w przegranej pozycji – czasami po prostu trzeba jeszcze większego zjednoczenia sił i walki, a to prowadzi do rzeczy niesamowitych. Następne spotkanie rozegramy już w najbliższy piątek w Lublinie, gdzie w hali Globus zmierzymy się z miejscowym Startem. Serdecznie zapraszamy!

Adam Krasnoborski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."