2018-01-19 19:30
TBV Start Lublin

50

Lublin

107

Energa Czarni
Słupsk
  • 12:22 1kw
  • 12:24 2kw
  • 10:31 3kw
  • 16:29 4kw

Wyjazdowe spotkanie Czarnych Słupsk ze Startem Lublin kończyło okres trzech meczów rozgrywanych przez Czarne Pantery w krótkich odstępach czasu. Po domowym triumfie z Asseco i minimalnej porażce po ofiarnej pogoni za Legią gracze trenera Łukomskiego udali się do Lublina, gdzie podjęli co raz śmielej kroczący w stronę Play Offów zespół TBV Startu. Dla gospodarzy miał być to rewanż za porażkę z pierwszej rundy, gdzie podopieczni trenera Gronka musieli uznać wyższość słupszczan.

Bez wątpienia pojedynek meczu miał rozegrać się między obecną gwiazdą Czarnych Panter - Drew Brandonem, a graczem, który swoimi niewiarygodnymi popisami w ubiegłym Play Off zapewnił Czarnym historyczny triumf nad faworyzowanym Anwilem Włocławek – Chavaughn’em Lewisem.

Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli goście. Na premierowe trafienie byłego kapitana Czarnych – Marcina Dutkiewicza odpowiedział, co prawda Lauris Blaus, ale już w następnych akcjach Lewis i bardzo aktywny pod tablicami Roman Szymański wypracowali kilka oczek zaliczki. Po chwili z dystansu z czystej pozycji przymierzył James Washington i po niespełna czterech minutach pierwszej kwarty, przy stanie 13:2 po raz pierwszy o przerwę na żądanie poprosił trener Marek Łukomski. Słowna reprymenda przyniosła umiarkowany efekt – akcją 2+1 popisał się Lauris Blaus, z półdystansu trafili również Jakubiak i Seweryn, ale przewaga gospodarzy ciągle rosła. Po punktach z linii rzutów osobistych – najpierw Drew Brandona, a następnie Daniela Walla przewaga gospodarzy stopniała do „jedynie” dziesięciu oczek po pierwszej kwarcie. Druga kwarta nie przyniosła żadnych zmian w obrazie gry. Gospodarze konsekwentnie rozbijali każdą próbę Czarnych Panter, po których co raz bardziej widać było trudy poprzednich meczów. Dwa razy trafił Reynolds, z dystansu przymierzył Dutkiewicz i po niespełna trzech minutach przewaga gospodarzy wynosiła już piętnaście punktów. W następnych akcjach ta przewaga tylko się powiększała – na pojedyncze trafienia Daniela Walla i Łukasza Seweryna seriami odpowiadali Lewis, Szymański, Dutkiewicz i Zalewski. Wynik po pierwszej połowie na 44:24 rzutem z dystansu ustalił kapitan Czarnych – Łukasz Seweryn.

Wynik po pierwszej połowie patrząc na dyspozycję obu zespołów nie zapowiadał emocji w następnej kwarcie. Próbujących ofiarnie zmniejszyć przewagę graczy trenera Łukomskiego bardzo szybko na ziemię sprowadzili gracze Startu. Fantastyczną serię zaliczył Lewis, który w ciągu dwóch minut, z przerwą na jedną „trójkę” Marcina Dutkiewicza, trzykrotnie przedziurawił kosz słupszczan z dystansu. W tym momencie nikt na hali nie miał już wątpliwości, kto wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Trener Marek Łukomski pozwolił odpocząć pierwszo-piątkowym graczom i na bardzo długi okres desygnował do gry trójkę wychowanków Czarnych – na parkiecie pojawili się Andrzej Urban, Piotr Powideł i Wojciech Jakubiak. Każdy z nich rozegrał w piątkowym spotkaniu po około dwadzieścia minut – zawodnicy, jak tylko mogli wykorzystali powierzoną im szansę, jednak bezlitośni byli zawodnicy trenera Dedka, co raz powiększając przewagę. Spędzone na parkiecie przez młodych, uzdolnionych graczy minuty powinny zaprocentować w przyszłości, a chwila wytchnienia, po ciężkich przeprawach pierwszo-piątkowych zawodników również w następnych meczach. Spotkanie zakończyło się wynikiem 107:50.

Przysłowiowy „dzień konia” dotyczył w piątek praktycznie wszystkich zawodników z Lublina – niewątpliwie z najlepszej strony pokazał się dobrze znany nad Słupią Lewis, który zanotował 21 punktów, 6 asyst i po 4 przechwyty i zbiórki. Spośród Czarnych najwięcej punktów zdobył Drew Brandon – 14. Wynik w pełni odzwierciedlił to, co działo się na hali Globus w piątkowy wieczór. Gospodarzom dziękujemy za gościnę i życzymy powodzenia w walce o historyczny sukces.

I w tym miejscu zazwyczaj relacje z meczów dobiegają końca.

Mimo wysokiej porażki owacje na stojąco należą się każdemu zawodnikowi, trenerowi i członkowi sztabu, który w piątkowy wieczór reprezentował Czarnych Słupsk w Lublinie. Po raz kolejny udowodniliście, że Czarni to coś więcej niż Klub, a sport to dużo więcej niż biznes. Już dziś wśród tysięcy serc zaskarbiliście sobie szacunek i wdzięczność – uczucia wyjątkowe – coś, co nigdy nie przeminie, podobnie jak CZARNUCHY NIGDY NIE ZGINĄ! Razem przetrwajmy ten trudny dla każdego z nas okres i wspólnie wywalczmy lepsze jutro!
Drodzy kibice! W sobotę, 27 stycznia o godzinie 18:00 w hali Gryfia rozegramy kolejny mecz. Niech każdy z nas przyjdzie i tak, jak ostatnio w meczu z Asseco po raz kolejny wyrazi Czarnuchom wdzięczność. Nikt w tym kraju nie robi tego lepiej – po raz kolejny podziękujmy tym niesamowitym ludziom –  pokażmy, jak bardzo doceniamy ich poświęcenie, determinację, walkę, poczucie jedności i wspólnoty. Zróbmy po raz kolejny piekło – tą wspaniałą wizytówkę naszego miasta na koszykarskiej mapie Polski. Niech młodzi gracze, którzy przez lata marzyli o założeniu koszulki Czarnych Słupsk przy pełnych trybunach, zapamiętają ten gorący debiut do końca życia! Niech po raz kolejny Gryfia zadrży, a każdy z nas niech poczuje dobrze znane ciarki słysząc najlepszy w Polsce doping! Nikt tak bardzo nie zasługuje na to wsparcie, jak nasi wojownicy - jak Czarni Słupsk!

Adam Krasnoborski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."