2018-01-10 18:15
Energa Czarni

82

Słupsk

73

Asseco Gdynia
Gdynia
  • 12:17 1kw
  • 23:18 2kw
  • 21:21 3kw
  • 26:17 4kw

To jest zaczarowane miejsce, tu przychodzą zaczarowani ludzie, tu nie dzieją się normalne rzeczy.” napisał Paweł Łakomski – słupszczanin, dziś pracownik Asseco Gdynia - w ostatnich chwilach środowego pojedynku między Czarnymi, a Asseco Gdynia. W protokole meczowym takie mecze opisywane są jako mecze o Mistrzostwo Polski – w praktyce to zwykły pojedynek o ligowe punkty, który rozgrywany dziesiątego stycznia – w dniu głęboko zakotwiczonym w sercu każdego fana Czarnych Panter, dla zawodników, kibiców i wszystkich osób związanych z środowiskiem Czarnych był meczem o dużo więcej. O coś, co każdy pojmuje trochę inaczej, a co bardzo ciężko określić słowami. I coś, co w niesamowitym huku hali Gryfia słupscy gladiatorzy wyszarpali.

W tym miejscu zaczyna się zazwyczaj opis wydarzeń boiskowych. Ten mecz zaczął się jednak dużo wcześniej. Po dwóch sesjach Rady Miasta wielu z nas zakręciła się łza w oku, bo oto Czarni Słupsk stanęli nad przepaścią. To, co przez prawie dwadzieścia lat łączyło pokolenia kibiców tak naprawdę mogło mieć swój kres już wczoraj.  Mecz zaczął się jednak nie, jak zaplanowano – o 18.15, ale już przed południem, gdy cała drużyna spotkała się z władzami klubu i rozmawiała o przyszłości. Dwóch zawodników – Justin i Dominic zgodnie z przysługującym im ze względu na zaległości finansowe prawem rozwiązało swoje umowy z klubem - dziękujemy im za każdą kroplę potu wylaną w koszulce Czarnych. Pozostali zostali i zadeklarowali: wychodzimy na parkiet i walczymy!

Gdy „mecz” przeniósł się już na parkiet hali Gryfia – dużo lepiej w pierwszych akcjach radzili sobie podopieczni trenera Przemysława Frasunkiewicza. Po pięciu punktach Przemysława Żołnierewicza, trafieniach z dystansu Jakuba Garbacza i Dariusza Wyki, po niespełna trzech minutach pierwszej kwarty trener Marek Łukomski poprosił o przerwę na żądanie. Słowna reprymenda podziałała na Czarne Pantery, a gra się wyrównała. Na trafienia Ponitki i Żołnierewicza odpowiadali Blaus, Stelmach, Wall, Cesnauskis i Brandon, który ustalił wynik po pierwszej kwarcie na 12:17. Wraz z upływem minut co raz bardziej do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Najpierw dwa razy trafił wszechobecny w środowym spotkaniu Drew Brandon, po chwili celną trójką na prowadzenie wyprowadził Czarnych Piotr Stelmach. Do końca pierwszej połowy żaden z zespołów nie zdołał oddalić się od rywala na więcej niż kilka punktów. Do trafień brylującego Drew Brandona swoje punkty dorzucili Daniel Wall i Piotr Powideł, który zaliczył w krótkim czasie swoje premierowe pięć punktów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 35:35.

Trzecią kwartę dwoma trafieniami z dystansu otworzył Jakub Garbacz. Odpowiedział mu Łukasz Bonarek, ale po skutecznej akcji Przemysława Żołnierewicza to goście znów wyszli na pięciopunktowe prowadzenie. Następne akcje to kolejne trafienia Stelmacha, Cesnauskisa i Brandona – trafiali też jednak goście i żadna ze stron nie uzyskała znaczącej przewagi. Akcją 2+1 popisał się jeszcze Drew Brandon, a Filip Put celnym rzutem osobistym ustalił wynik po trzeciej kwarcie na 56:56. Ostatnią część spotkania dwoma czterema punktami z rzędu rozpoczął Mantas Cesnauskis. Najważniejszy moment meczu rozpoczął się jednak na około siedem minut przed końcową syreną, gdy niesieni nieustającym, ogłuszającym dopingiem Czarni wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu. Najpierw z linii trafił Daniel Wall, a po następnej wyszarpanej przy zbiórce piłce Drew Brandon asystował mu przy kolejnych dwóch punktach. Punktową zaliczkę powiększali Cesnauskis i Wall na zmianę punktując gości. Na niecałe trzy minuty przed końcem spotkania Czarne Pantery dorobiły się już dziesięciopunktowej zaliczki. Asseco podjęło rękawicę i po punktach Dariusza Wyki i Przemysława Żołnierewicza zawodnicy dobrze znanego w Słupsku trenera Frasunkiewicza zbliżyli się do gospodarzy na odległość czterech punktów, jednak to było wszystko, na co było stać tego dnia gości. Zwycięstwo z linii rzutów osobistych przypieczętowali Mantas Cesnauskis i Drew Brandon.

Patrząc na okoliczności każdy zawodnik, który wybiegł na parkiet w koszulce Czarnych zasługiwał na owacje na stojąco i te owacje niejednokrotnie na meczu otrzymał. Na szczególne wyróżnienie zasługuje natomiast Drew Brandon, który zapisał na swoim koncie w tym meczu 28 punktów, 18 zbiórek i jedenaście asyst notując tym samym dziewiąte w historii Polskiej Ligii Koszykówki triple-double - pierwsze od ponad 1000 dni! Po stronie gości wyróżnił się natomiast Przemysław Żołnierewicz z 17 punktami i 8 zbiórkami na koncie.

Mecz, który mógł być ostatnim - ostatnim nie będzie. Czarni Słupsk nigdy się nie poddają i nie inaczej było w środę i będzie w przyszłości. To, co wydarzyło się w środowy wieczór w hali Gryfia pozostanie w pamięci nie jednego kibica na długo - „To jest zaczarowane miejsce, tu przychodzą zaczarowani ludzie, tu nie dzieją się normalne rzeczy.”. Dziękujemy Wam, zaczarowani ludzie, że po raz kolejny zaczarowaliście halę Gryfia. Nie piękne słowa, lecz czyny czynią Słupsk wyjątkowym miejscem na koszykarskiej mapie Polski. My zrobimy wszystko, by Czarni nigdy z tej mapy nie zniknęli!


Adam Krasnoborski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."